bancogpc06-p4a-728x90.jpeg
pokerfeverspecial06-p4a-728x90.jpeg
1
1
Benny Binion – mafioso, który stworzył World Series of Poker

Benny Binion – mafioso, który stworzył World Series of Poker

Całkiem możliwe, że nazwisko Benny Binion jest kompletnie nieznane większości polskich pokerzystów. Możliwe też, że kilka osób mogło słyszeć je raz czy dwa, ale gdyby zapytać kim był, to nikt nie znałby odpowiedzi. Kim więc był Benny Binion i czemu jest tak ważną personą w świecie pokera? Dziś opowiem Wam jego pasjonującą, nieprawdopodobnie ciekawą historię.

Ludzi takich jak ja, Las Vegas oczyszczało z grzechu.
Było moralną myjnią. Tym, czym Lourdes jest dla garbatych i kalek.

Sam „Ace” Rothstein w filmie „Casino”

Pewnie i tak umrze

Lester Ben Binion urodził się 20 listopada 1904 roku w Pilot Grove w Teksasie, maleńkiej miejscowości na północ od Dallas. Od dziecka miał problemy ze zdrowiem, więc jego szkolna edukacja skończyła się dość szybko, bo chorowitego chłopca rodzice postanowili trzymać z daleka od szkoły i innych dzieci. Nie miał więc formalnego wykształcenia, a najlepszym dowodem na wyraźne braki w kształceniu jest fakt, że nauczył się czytać dopiero w więzieniu w wieku… pięćdziesięciu lat! Po latach skomentował to tak:

„Istnieje więcej niż jeden rodzaj edukacji. I chyba wolę tę, którą sam przeszedłem. Żadnych książek, niczego… Co wiem, to wiem. I to, co wiem, trafi ze mną do grobu”.

Jego ojciec Lonnie Binion, handlarz końmi, postanowił, że Benny’emu będzie o wiele lepiej, jeśli będzie dochodził do zdrowia podróżując z nim na świeżym powietrzu w ciepłym klimacie Teksasu. „Pewnie i tak umrze, więc lepiej niech jedzie ze mną” – rzekł kiedyś Binion senior i zapakował syna w drogę. To właśnie wtedy mały Benny po raz pierwszy miał styczność z hazardem. W posiadłości ojca czy podczas podróży wielokrotnie widział grających na pieniądze poganiaczy koni, którzy próbowali swoich sił w pokera i inne gry karciane przeciwko lokalnym farmerom czy kupcom na targu zwierząt.

Bramy półświatka

W wieku 18 lat Benny przeniósł się do El Paso, gdzie praktycznie od razu wpadł w szpony lokalnego półświatka. Próbował swoich sił jako robotnik przy rozrzucaniu żwiru, ale taka praca nie była dla niego. Gdy tylko nadarzyła się pierwsza okazja, dołączył do przemytników alkoholu, którzy wykorzystywali ogromny popyt na kanadyjski bimber i whisky podczas „Szlachetnego Eksperymentu”, jak nazywano prohibicję w USA w latach 1919-1933.

Jedną z jego legendarnych akcji było wyprowadzenie całego skonfiskowanego przez władze alkoholu z magazynu, który mieścił się… w więzieniu. Tak opisywał to po latach syn Benny’ego, Jack Binion:

„Poszedł tam i zrobił odcisk, a następnie dorobił swój klucz. Potem upił strażnika więziennego, a gdy ten poszedł spać wezwał przyjaciela z samochodem, zwołał kilku pomocników i ukradł całą ciężarówkę alkoholu prosto z więzienia”.

El Paso okazało się jednak za małe dla nastoletniego Benny’ego i szybko, bo po niespełna roku, przeniósł się do Dallas, miasta ogromnych możliwości. Tam po raz pierwszy nazwisko Binion trafiło do notatników i kronik policyjnych. Choć trafił do Dallas, aby handlować końmi, to jego „pobocznymi” działalnościami wciąż były przemyt i handel nielegalnym alkoholem (za bimbrownictwo dostał nawet dwa niewielkie wyroki). W 1928 roku otworzył też niezwykle popularną (a co za tym idzie dochodową) loterię liczbową. Oczywiście również nielegalną, bo wszelki hazard w Teksasie był zabroniony.

To właśnie ta „alkoholowo-numerkowa” działalność Biniona pchnęła go do o wiele poważniejszych przestępstw. W 1931 roku Benny został prawomocnie skazany za zamordowanie człowieka. Zastrzelił czarnoskórego handlarza rumem, Franka Boldinga, co świadkowie zdarzenia określili zabójstwem „w kowbojskim stylu”.

„Siedzieliśmy we dwóch na wielkich pudłach i rozmawialiśmy o naszych interesach. On był złym skurwysynem i w pewnym momencie zrobił coś, co mi się nie spodobało. Zwróciłem mu na to uwagę, a wtedy zaczął machać mi przed nosem ogromnym nożem. Co miałem robić? Przechyliłem się do tyłu, spadłem z pudła i z podłogi strzeliłem do niego”.

Benny trafił Boldinga w szyję, a ten wkrótce potem zmarł. Potem okazało się, że żadnego noża nie było, do czego notabene przyznał się sam oskarżony. Utrzymywał jednak, że bał się o swoje życie i musiał reagować. Wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu był mimo to kuriozalny i całe Dallas mówiło tylko o wyjątkowych koneksjach Biniona w lokalnym wymiarze sprawiedliwości (w rzeczywistości opłacał wszystkich od szeryfa po sędziów).

Pięć lat później kolejna ofiara. Tym razem z ręki Benny’ego i jego wspólnika padł Ben Frieden, organizator konkurencyjnej loterii w Dallas. Zaraz po zabójstwie Benny sam postrzelił się w ramię i zgłosił na policję twierdząc, że to on jako pierwszy padł ofiarą rywala. Akt oskarżenia do sądu wpłynął, ale szybko został odrzucony, gdyż stwierdzono działanie w samoobronie…

W 1938 roku z ręki Benny’ego i jego pomagierów zginął kolejny konkurent na hazardowym rynku, Sam Murray. Tym razem już nikt nawet nie oskarżał Biniona, a jeszcze przed rozprawą w sądzie jego wspólnicy wyszli na wolność, bo zarzuty wycofano. Benny wciąż nie powąchał więziennej celi. Za to na dobre przylgnął do niego już przydomek „Kowboj”. Zawdzięczał go przede wszystkim metodom działania rodem z Dzikiego Zachodu.

Benny Binion

Król Dallas

Ludzie wokół ginęli, a imperium Biniona rosło. Benny zaczął organizować również grę w kości w lokalnych hotelach. Jednym z nich był hotel Southland położony w centrum Dallas. Od tej nazwy organizację Biniona zaczęto wówczas nazywać Southland Syndicate. Wkrótce przejął kontrolę nad wszystkimi grami hazardowymi w mieście, a na początku lat czterdziestych zyskał miano lokalnego szefa mafii. Sztuki prowadzenia syndykatu zbrodni uczył się od mafijnej szychy z Dallas, Warrena Diamonda, który trząsł przed nim rynkiem hazardowym w mieście. Dla Benny’ego był on idolem i wzorem do naśladowania, a sam Diamond pokazał mu, jak łączyć nielegalną działalność z klasą, stylem, elegancją i zjednywaniem sobie ludzi. Gdy Warren przeszedł „na emeryturę” po wykryciu u niego raka i wkrótce potem zmarł, Benny został numerem jeden.

Apetyt Biniona był jednak wciąż nienasycony, więc moment później zaczął opanowywać rynek hazardowy w pobliskim Fort Worth graniczącym z Dallas. Zupełnie „przypadkowo” w tym samym czasie został zamordowany tam miejscowy boss mafii, Lewis Tindell.

Ta sielanka nie mogła jednak trwać w nieskończoność. Skończyła się wojna i Ameryka wzięła się za porządki na własnym podwórku. Po wyborze nowego szeryfa w mieście, Benny musiał zwijać manatki z Dallas i Teksasu. Stracił swoje powiązania z władzami i ratuszem, nowy szeryf zapowiedział szeroko zakrojoną akcję przeciwko lokalnej mafii (a na dodatek o swój kawałek tortu zaczęła się też upominać potężna organizacja mafijna, znana jako Chicago Outfit, założona przez Ala Capone) i nie było na co czekać. Kolejnym przystankiem na drodze Benny’ego stało się Las Vegas w stanie Nevada, a jedynymi bagażami była żona, piątka dzieci i walizki wypchane gotówką.

Jedenaście żyć Herberta Noble’a

Miasto Grzechu było wówczas niczym nowo otwarty plac zabaw dla wszelkiej maści mafiosów, gangsterów, zabijaków i awanturników. Jedni zakładali tam swoje biznesy i lokowali ogromne pieniądze, inni dla nich pracowali przy „utrzymywaniu porządku”. Dopiero co „Bugsy” Siegel otwierał tam pierwsze kasyno z hotelem na The Strip (w 1946 roku), istniejące do dziś Flamingo. To tam „Lucky” Luciano, Frank Costello czy Meyer Lansky (btw – mało kto wie, że jeden z najsłynniejszych i najsprytniejszych gangsterów w historii był z pochodzenia Polakiem i urodził się pod nazwiskiem Suchowlański) musieli odrabiać ogromne straty poniesione na Kubie po przejęciu władzy przez rewolucję Fidela Castro.

Benny Binion zaczął pobyt w Las Vegas od zdobycia licencji na prowadzenie kasyna. Jednak stare „tematy” jeszcze się za nim ciągnęły i trzeba było je pozamiatać. Najgłośniejszą sprawą był gorący konflikt pomiędzy Binionem i następcą Sama Murraya w Dallas (jego ochroniarzem, zanim ten został zlikwidowany). Był nim Herbert „Kot” Noble, który od swojej hazardowej działalności prowadzonej w dawnej siedzibie Biniona odprowadzał mu haracz w wysokości 25%. Gdy jednak jego zyski zaczęły lawinowo rosnąć (choćby dlatego, że sam Binion opuścił miasto), Benny zażądał od niego prowizji w wysokości 40% dochodów. Noble odmówił raz, drugi, trzeci i kolejny, a „Kowboj” postanowił rozwiązać sprawę w swoim stylu. Siłowo.

Benny wyznaczył nagrodę za głowę Noble’a, która w swej ostatniej fazie wynosiła 25.000$ plus przejęcie kontroli nad grą w kości w Dallas. Zastanawiacie się pewnie, skąd przydomek „Kot” u rywala Benny’ego? Otóż stąd, że ten przeżył każdy zamach na swoje życie (no, oprócz tego ostatniego, jedenastego z kolei). Najpierw wysłano do niego trzech ludzi, którzy jednak po długim pościgu samochodowym musieli uznać wyższość uciekiniera (który wylądował tylko w szpitalu). Noble przeżył kolejny samochodowy pościg i strzelaninę, potem znalazł zawczasu dynamit podpięty pod swoim samochodem. Kolejna bomba w samochodzie zabiła jednak jego żonę, choć to nie dla niej była przeznaczona. W ramach zemsty Noble planował zbombardować dom Biniona w Las Vegas zrzucając ładunki wybuchowe z prywatnego odrzutowca (został w ostatniej chwili zatrzymany przez władze na lotnisku). W końcu po pięciu latach polowania Benny osiągnął swój cel – Noble zginął w sierpniu 1951 roku od eksplozji materiałów wybuchowych ukrytych w jego skrzynce pocztowej.

Konsekwencje były jednak nieuniknione. Zabójstwa Noble’a nie można było Binionowi udowodnić, ale stracił licencję na kasyno w 1951 roku, a dwa lata później wylądował na 42 miesiące w więzieniu za uchylanie się od płacenia podatków. Do tego doszła jeszcze nieudana próba przekupienia sędziego. Wyrok odsiedział w więzieniu federalnym Leavenworth.

Benny Binion

Szczęśliwa „Podkowa”

Do tego czasu Benny prowadził już w Las Vegas kilka lokali i kasyn. Początki nie były łatwe – z powodów licencyjnych musiał rozstać się z partnerami w Las Vegas Club, a gdy w 1949 roku otworzył Westerner Gambling House and Saloon, to szybko pozbył się swoich udziałów po konfliktach ze wspólnikami.

I tu zaczyna się droga Biniona na szczyt. W 1951 roku kupił dwa hotele stojące obok siebie, Eldorado Club i Apache Hotel. Wyremontował je, połączył ze sobą, wprowadził mnóstwo innowacji, o których do tej pory Las Vegas nawet nie śniło i otworzył jako Binion’s Horseshoe Casino (krew handlarza końmi wciąż w nim płynęła, więc nazwa „Podkowa” wydawała się idealna, również jako symbol szczęścia). W projektowaniu lokalu pomagała mu żona, Teddy Jane Binion. Benny opowiadał później:

„Wykonała bardzo dobrą robotę i słyszałem wiele pozytywnych komentarzy na ten temat. Sam nie wiem nic o projektowaniu czegoś takiego. Do diabła, ja potrzebuję tylko czterech ścian i kilku stołów oraz dachu do ochrony przed deszczem, muszę też zapewniać klimatyzację, aby ludzie czuli się komfortowo”.

Benny był niewątpliwie jednym z pierwszych prawdziwych wizjonerów w Las Vegas. Po otwarciu swego kasyna zaproponował graczom to, czego inne kasyna bały się do tej pory, jak diabeł święconej wody. Przede wszystkim podniósł wysokość maksymalnych zakładów do 500$ przy grze w kości, co było dziesięciokrotnością oferty u konkurencji (co podkreślono dość wyraźnie, umieszczając wielki napis „Największe limity na świecie” nad wejściem do kasyna). Jako pierwszy wyłożył podłogi wykładzinami dywanowymi, co było wówczas nieprawdopodobnym luksusem – podłogi w kasynach i klubach gier przypominały w Vegas raczej stajnie i rozsypywano tam słomę i zwykłe trociny, które następnie zamiatano wraz ze śmieciami i wylanymi napojami. Po klientów zaczął wysyłać na lotnisko limuzyny, które wiozły ich od razu do jednego ze 105 apartamentów w Horseshoe (i kasyna, rzecz jasna). To tu gracze otrzymali również darmowe drinki, co było standardem dla gości VIP, ale Benny postanowił dać taką ofertę wszystkim. Unikał też krzykliwych i „kolorowych” występów, które były wizytówką większości kasyn w Las Vegas. O swojej recepcie na sukces Benny mówił tak:

„Jeśli chcesz się wzbogacić, spraw, by mali ludzie poczuli się wielcy. Dobre tanie jedzenie, dobra tania whisky i dobry hazard, tylko tego im potrzeba”.

I rzeczywiście – przez długi czas Horseshoe oferowało wyśmienite steki za jedyne dwa dolary, a wołowina pochodziła oczywiście z rancza rodziny Binion w Montanie. Horseshoe stało się jednym z najbardziej dochodowych kasyn w Mieście Grzechu.

Benny wprowadził też swoje porządki. W przypadku konfliktów z klientami czy oszustami nie wzywał policji. „Zajmujemy się problemami na swój sposób” mawiał, czym od razu zyskiwał respekt u wszystkich, którzy w jego kasynie próbowali nieczystych zagrań lub brudnych sztuczek. Mottem Biniona było „Załatw swoich wrogów, zanim oni załatwią ciebie”.

Wystawa za milion dolarów

Milion dolarów w HorseshoeKasyno odniosło spektakularny sukces, ale właśnie wtedy przyszła wspomniana odsiadka. Aby opłacić wszelkie koszty i grzywny związane z procesem, Benny musiał sprzedać część swoich udziałów w kasynie. Już od jakiegoś czasu – ze względu na utratę licencji kasynowej przez Benny’ego – biznes prowadził „na siebie” jego syn, Jack Binion. Kontrolę nad Horseshoe przejął na jakiś czas Joe W. Brown, przyjaciel Benny’ego, bogaty magnat naftowy. Miał „przechować” udziały Benny’ego do 1957 roku, czyli do czasu, aż ten wyjdzie z więzienia. Jednak Binion odzyskał je w pełni dopiero w 1964 roku. Jako były skazaniec nie mógł już otrzymać licencji hazardowej w Nevadzie, więc „twarzami” kasyna byli jego żona (pracująca na co dzień w kasie), a także synowie Jack (prezes) i Ted (kierownik kasyna). Benny nadal prowadził jednak biznes jako „konsultant” i dyrektor ds. public relations, a jego biurem był jeden ze stolików w hotelowej restauracji. Tam prowadził wszystkie rozmowy biznesowe, spotykał się z lokalnymi politykami czy ludźmi mafii, ale także zagadywał zwykłych klientów, których większość znał po imieniu.

Benny pokazywał się wszędzie w swoim nieodłącznym kapeluszu Stetson i w kowbojskich koszulach, w których guziki były zrobione z oryginalnych złotych monet. Wiecznie nieogolony, wysoki, krzepki, emanujący siłą i posiadaną władzą, co chwilę spluwający na podłogę, jakby nadal leżały na niej trociny. Jego ulubionym płaszczem był ten ze skóry bawoła. Choć przepisy federalne nie pozwalały byłym skazańcom na noszenie broni, Benny nie rozstawał się ze swoim pistoletem i nosił go ze sobą wszędzie. Nawet w wózku golfowym woził ze sobą strzelbę z odpiłowaną lufą. Wzbudzał respekt, gdzie tylko się pojawił. Typowy przedstawiciel „Starego Dzikiego Zachodu”.

Jednym z jego niezapomnianych pomysłów było wystawienie pod koniec lat sześćdziesiątych miliona dolarów w gotówce (w banknotach po 10.000$) w wejściu do kasyna Horseshoe. Nie było turysty w Vegas, który nie chciał się sfotografować na tle takiej wystawy.

Pierwszy WSOP

Benny nigdy nie był dobrym pokerzystą. Jeszcze jako dziecko naoglądał się wielu oszustw wśród handlarzy końmi, znaczenia kart i wszystkich innych karcianych kantów. Wolał pokera organizować, niż w niego grać. Istnieje słynna legenda, która opowiada o pięciomiesięcznym pojedynku w 1949 roku pomiędzy dwoma legendami Las Vegas. Pierwszą z nich był absolutnie najlepszy pokerzysta tamtych czasów, Johnny Moss. Drugą Nick „The Greek” Dandolos, multimilioner, który dorobił się potężnego majątku na bankowości i nieruchomościach. Był też największym hazardzistą swoich czasów, szukający wiecznie najwyższych gier i ogromnych stawek. Mieli się oni spotkać przy pokerowym stole, a Johnny Moss miał sprać na kwaśne jabłko rywala, wygrywając od niego 4 miliony dolarów (przypomnę tylko, że akcja działa się ponoć w 1949 roku). Na koniec gry Nick miał wypowiedzieć historyczne zdanie „Panie Moss, muszę pana opuścić”, co oznaczało jego sromotną klęskę.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że to jedynie legenda. Do tego pojedynku (organizowanego ponoć przez Benny’ego Biniona) nie mogło dojść w 1949 roku w Horseshoe, bo ten został jego właścicielem dopiero półtora roku później. O tej grze nie ma też żadnych informacji w mediach z tamtych czasów, a Las Vegas żyłoby takim pojedynkiem na całego. Syn Benny’ego, Jack Binion, mając 80 lat zdementował te pogłoski i stwierdził, że jest to plotka powstała ze splecenia w jedną historię kilku innych, mniejszych wydarzeń w Las Vegas w tamtym okresie.

Za to z całą pewnością faktem jest to, że to Benny Binion wymyślił i zorganizował pierwszy turniej nazwany World Series of Poker. W latach sześćdziesiątych w Reno odbyła się impreza pod nazwą Texas Gamblers Reunion, w której gracze rywalizowali w Holiday Casino w black jacka i kości. W kolejnym roku wielu graczy (w tym Benny i jego syn Jack) zjechało się tam również, aby rywalizować w pokera. Jednak organizatorzy – Tom Moore oraz jego doradca, znawca hazardu, Vic Vickrey – nie zamierzali kontynuować tej imprezy w latach kolejnych. Zgodzili się więc, żeby imprezę przenieść do Las Vegas i Horseshoe. Benny dostał zgodę i już w 1970 roku, pod zmienioną nazwą, zorganizował pierwsze World Series of Poker.

Benny Binion

Przy stole spotkali się wówczas najlepsi wówczas pokerzyści świata – Johnny Moss, „Amarillo Slim” Preston, Doyle Brunson, Sailor Roberts, „Puggy” Pearson, Crandell Addington oraz Carl Cannon. Panowie przez półtora tygodnia zbierali się w kasynie Horseshoe i grali między sobą w pięć odmian pokera. Był to czas, gdy w całym Las Vegas nie było nawet pięćdziesięciu stołów pokerowych, a w samym Horseshoe nie funkcjonował na stałe ani jeden. Kasyno nie miało też swojego poker roomu, więc cała gra toczyła się w jednej z wnęk kasyna, nie większej od hotelowego pokoju. Po kilku dniach rywalizacji gracze mieli w głosowaniu zadecydować, który z nich zasługuje na tytuł tego najlepszego. Przy pierwszej próbie każdy z uczestników zagłosował na samego siebie. Dopiero w drugiej, gdy nakazano oddawać głosy na rywali, wygrał zdecydowanie Johnny Moss i to on jest uznawany za pierwszego mistrza świata w pokerze.

Benny nauczony doświadczeniem w kolejnym roku zorganizował już turniej w formule „zwycięzca bierze wszystko” z wpisowym 10.000$. Ponownie wygrał Johnny Moss (tym razem przy stole zasiadło sześciu graczy) i to on zgarnął pierwszą nagrodę. W kolejnych latach festiwal systematycznie się rozwijał, aż osiągnął dzisiejszy poziom (ale to już jest zupełnie inna historia do opowiedzenia).

Miejsce w historii

Benny Binion zmarł na niewydolność serca w Boże Narodzenie w 1989 roku. Miał 85 lat. Legendarny pokerzysta „Amarillo Slim” Preston zaproponował epitafium dla swego wieloletniego przyjaciela. Brzmiało ono:

Był albo najdelikatniejszym złym facetem, albo najgorszym dobrym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałeś”.

Po jego śmierci oraz śmierci jego żony w 1994 roku, rozpoczęła się rodzinna batalia o prawa do kasyna Horseshoe i reszty majątku, którą ostatecznie wygrała jedna z córek Becky (aczkolwiek po ugodzie z rodzeństwem poza sądem). W pokonanym polu został przede wszystkim Jack, który zawsze stał u boku swego ojca w kasynowym biznesie. Od 1963 roku był prezesem firmy, a jego rola znacząco wzrosła po utworzeniu World Series of Poker. Po długiej batalii sądowej sprzedał jednak swoje udziały w upadającym już kasynie swojej siostrze, zachowując 1% udziałów, aby nie stracić licencji hazardowej w Las Vegas. Zachował też prawa do nazwy Horseshoe poza terenem Nevady, co wykorzystał zakładając sieć kasyn o tej nazwie na statkach rzecznych. Co najważniejsze – w jego rękach pozostał też festiwal World Series of Poker.

W 2004 roku kasyno przeszło w ręce korporacji Harrah’s Entertainment. Nieudolne rządy Becky spowodowały poważne problemy finansowe, a gwoździem do trumny było przejęcie aktywów firmy przez agentów federalnych i zmuszenie właścicieli do sprzedaży udziałów w kasynie. Powodem były głównie nieuregulowane należności w stosunku do pracowników kasyna, reprezentowanych przez związki zawodowe.

W 1998 roku drugi syn Benny’ego, Ted Binion, został znaleziony martwy w swym domu w Las Vegas. O morderstwo zostali szybko posądzeni jego dziewczyna Sandy Murphy oraz jej kochanek Rick Tabish. Powodem zabójstwa miała być srebrna sztabka, którą Ted trzymał w swoim domowym skarbcu. Władze oskarżyły dwójkę podejrzanych i zostali oni skazani za morderstwo w 2000 roku. Odwołali się od wyroku i podczas drugiego procesu zostali oskarżeni już tylko o włamanie, a zarzuty o morderstwo zostały odrzucone, a Sandy i Rick zostali uniewinnieni. Srebrna sztabka do dziś nie została odnaleziona.

W 1990 roku, kilka miesięcy po swej śmierci, Benny Binion został przyjęty w poczet Poker Hall of Fame – Pokerowej Galerii Sław – za swój wkład w rozwój pokera na świecie. Wkrótce potem, w 1995 roku, tego zaszczytu dostąpił również jego syn, Jack.

W 2022 roku festiwal World Series of Poker odbywał się (po wielu latach spędzonych w kasynie Rio) w dwóch kasynach – Paris oraz Bally’s. W grudniu 2022 roku Bally’s Casino zmieniło swą nazwę i nazywa się teraz… Horseshoe. Teraz, w maju 2023 roku, po prawie dwudziestu latach, WSOP wróci znowu do swych korzeni.

Na imprezie z okazji zmiany nazwy obecny był 86-letni Jack Binion, który z całą pewnością będzie również jednym z gości honorowych 54. edycji WSOP. W Horseshoe otwarto również słynną restaurację Jack Binion’s Steakhouse.

Spiżowy pomnik Benny’ego Biniona jako kowboja na koniu i w przekrzywionym zawadiacko Stetsonie na głowie do dziś stoi naprzeciwko dawnego kasyna Horseshoe – w South Point Hotel w Las Vegas.

Benny Binion pomnik

 

Ostatnie artykuły

pokerfeverspecial06-p4a-820x100.jpeg
bancogpc06-p4a-820x100.jpeg
patronite-p4a-820x100.jpeg
2
Image